• Blokada

    Czasem się zdarzy, że nie widać dalej. Droga, którą się chce podążać wydaje się jakby odległa. Uczucie chwilowego zagubienia. Braku chęci. Tam kryje się coś. Są jakieś ambicje, jakieś pragnienia, które chcemy zrealizować, cele, którym dajemy wartość, które stawiamy przed sobą. Są dni gdy wszystko idzie gładko, wyobraźnia skacze, jesteśmy sprawczy, robimy, tworzymy, działamy, plan się realizuje praktycznie sam. Innym razem towarzyszy wszechogarniające uczucie, że coś jest nie tak, że ten cel jest odległy, że się nie uda.

    Tak wiele się dzieje w środku, że nie sposób to wszystko zobaczyć, uświadomić. Choć są sposoby, by powolutku rozwijać nitkę i dojść do sedna. Myśli, kreują stany emocjonalne i na odwrót. Słowa, narracje, co tak naprawdę się tam wydarza. I to co niesie każda słowna myśl.

    Wyobrażam sobie to jako nie do końca sztywne zbiory powiązań, skojarzeń, które istnieją w nas i które możemy intencjonalnie (lub nie) tworzyć i zasilać. I też zmieniać.

    Czyli każde słowo, którego używamy w naszej opowieści ma znaczenie. Jak przedstawiam siebie. Co myślę o sobie? Jaki ja tworzę obraz siebie i swoich możliwości. Bo potencjał to jakby drzwi, a to czy go przyjmujemy to trochę klucz do tych drzwi.

  • Poczucie cielesności

    Ruch, dotyk, mięśnie, kości, grawitacja, zapachy, skóra, ciężar, napięcie, rozluźnienie. Jednym są słowa, którymi opisuję to doświadczenie, a czym innym samo doświadczenie. Jestem, czuję. To czucie zmienia się w zależności od wielu czynników. Cały ja mogę znaleźć się w tak wielu stanach. Stan mojego ciała, stan moich tkanek, skład chemiczny w danej chwili. Dynamiczna równowaga chemiczna procesów, które mają miejsce, w układzie modulowanym wieloma współzależnymi sprzężeniami zwrotnymi. Doświadczenie może być proste. A może być też nieskończenie głęboką eksploracją wielu poziomów. Jaka jest ilość danych, którą moglibyśmy otrzymać.. Co moglibyśmy z tego wywnioskować, wchodząc w złożoność tak wysokiego stopnia?

    Gdybyśmy tylko byli wstanie to później złożyć w całość.. A jednak są pewne zależności, w których możemy się przeglądać, które możemy obserwować. Są pewne łączniki, logiczne łańcuchy. Problem z tym, że pełen obraz to nie jeden czy dwa łańcuchy. A obraz pod jednym kątem, może być przeciwnością perspektywy innego kąta. Mimo wszystko pewne wnioski się pojawiają. Pojawia się ich wiele, i co gorsza często są sprzeczne? Ale czy rzeczywiście tak jest.. To jakieś wyobrażenie i zachowawczość, sceptyzycm wynikający z niepełnej ilości danych, lub nie wystarczającego rozeznania w temacie. A to oznacza nurkowanie w oceanie (..czuję się tutaj dość mały).

    Cielesność to ta materia, materia która czuje, którą jestem. Ja czuję materię. Materia, coś z czego jestem zbudowany fizycznie, to czego doświadczam zmysłami. To z czym wchodzę w interakcję. To co przemienia się na tyle powoli, że mogę się w tym odnaleźć moją percepcją, to co mi nie ucieka. Tutaj ciekawe jest to, że mam pewne aparaty, które z czystego pragmatyzmu życia, odbierają to co dotyka mnie najbardziej. Także jest ta materia, która jest stała. Jestem ciałem stałym, gdybym był wyłącznie cieczą lub gazem, przenikałbym się rozpuszczał. Czy mógłbym być tylko cieczą? Czy istnieje jakiś organizm, który jest wyłącznie cieczą?

    Problem z cieczą i gazem jest w strukturze. Ciecz i gaz nie ma stałej struktury.  Ciało stałe tworzy strukturę. Czy oznacza to więc, że nie istnieję bez struktury? Na tym fizycznym poziomie struktura, przynajmniej w sensie czegoś co jest “stałe”, jest zarezerwowana dla ciał stałych. Masło maślane. Ale jest w tym coś, że ja jako ciało, mam swój komponent “stały” bez którego byłbym tylko mieszaniną cieczy lub gazów.

    Ta stałość ma ciekawy związek z czasem.

  • Śmiem wątpić

    Trochę jest w tym coś, że wątpliwości lubią brać górę. Może dlatego, że są tak tanie, zawsze można sobie w coś powątpiewać.. Może ziemia nie w okół słońca. Może nie ja, może ktoś inny. Ale jeśli ktoś inny to czemu nie ja. Choć z drugiej strony co jeśli wiatr wieje dziś, a jutro będzie po wszystkim? Miliony wątpliwości każdego dnia. Ciekawe ile wątpliwości wydarza się aktualnie na planecie ziemia. Ciekawe ile z nich spełni się jako przepowiednia samych siebie… Ile osób ocknie się ze swoich wątpliwości. Kto obróci je na swoją korzyść. Kto wykorzysta dziś wiatr.

    Tyle różnych perspektyw, w każdym możliwym języku i ułożeniu ust. Czemu służy ludzkość? Na pewno w znacznej większości potrzebom, które sama sobie generuje. Cóż, raczej mimo wątpliwości, nikt ziemi nie zatrzyma (..o ile wszystko nie wybuchnie).

  • Strach

    Jest już jesień. Nie wiem jak mają się z tym inni, ale doświadczam ostatnio nasilonych emocji smutku i strachu. Są bardziej intensywne niż wcześniej. Zaciekawiam się dlaczego…

    Jeśli chodzi o warunki zewnętrzne, mamy na pewno mniej światła słonecznego. Aura jest szara. Jest zimniej. Nie chce się spędzać za wiele czasu na zewnątrz. Pojawiają się też stany osłabienia w ciele, niższej odporności. Przekłada się to sumarycznie na mniej energii. Anyways, daję sobie pełną wolność zmieniania, czy nawet porzucania wątku. Spróbujmy z innej strony.

    Czy strach jest konieczny? Wydaje mi się, że nie jest koniecznością, ale jest konsekwencją. Reakcją ciała i umysłu. Stan mentalny kreuje ocenę rzeczywistości. Założenia, przekonania, oceny składają się na interpretację otoczenia oraz interpretację siebie w stosunku do tego otoczenia. Jest to złożoną masą powiązań, które trudno będzie rozłożyć tu na czynniki, więc podaruję sobie taką analizę. Ale z racji, że to wszystko jest interpretacją opartą na założeniach, wydaje się, że zmiana czy subtelna modyfikacja założeń wpływa na całość interpretacji. Ważne jest to, że czym dalej od prawdy, tym trudniej będzie przekonać siebie do tych nowych założeń.

    Jak zmienić te założenia? Chyba trudno będzie je zmienić dotykając ich tylko powierzchownie bez nazywania ich konkretnie, po imieniu. Wierzę, że to jest możliwe, ale jest to nieustającym procesem, który nie wydarza się w kilka minut.

    puszczam to

  • Iluzja

    Chodzi mi po głowie to słowo już jakiś czas. Chciałbym dziś nieco poeksplorować, czym ona jest i jaką gra rolę.

    Iluzja, spaczony obraz rzeczywistości, coś nieprawdziwego, w co ktoś wierzy. Jest kwestią interpretacji, a ściślej niewłaściwego klucza. Bez względu na to czy jest zabiegiem celowym czy zbieżnością, potrzebuje odbiorcy, który wierzy w jej prawdziwość. Wygląda przekonująco, lecz prawdą nie jest. Opiera się na błędzie lub niewystarczającej ilości informacji, która prowadzi do błędnych założeń.

    Iluzja jest tworem umysłu, który chce coś widzieć w pewien określony sposób i ostatecznie tak to widzi. Jest spełnieniem pragnienia, niekoniecznie uświadomionego, które nagina bądź postrzega wybiórczo to co rzeczywiście jest. Może wynikać z przekonań, które nie są prawdziwe, nie mają poparcia w autentycznym stanie rzeczy. Z racji, że nie jesteśmy w stanie wszystkiego weryfikować i stawianie tez i założeń, nawet jeśli dzieje się to pozawerbalnie, jest nieuniknione. Mając ograniczony aparat poznawczy opieramy swoje sądy na wierze i wnioskowaniu. To z kolei kosztuje energię, której podaż dąży zawsze do optymalizacji. Pojawiają się wybory obarczone marginesem błędu, który skumulowany przyczynia się do zaciemniania wizji.

    Iluzja jest więc częściowo niewiedzą dotyczy wszystkich aspektów naszego życia, co do których nie możemy mieć 100% pewności. Tutaj Kartezjusz prawdopodobnie odrzuciłby wszystko i zaczął od tego, że jest i myśli i tego jest pewien. To, że teraz jestem jest prawdą, to że myślę, nie jest iluzją.

    Podtrzymywanie iluzji wymaga energii, prawdy nie trzeba podtrzymywać, prawda jest. Iluzja jest kłamstwem, w które wierzymy, które przyjmujemy jako prawdę. Iluzja jest poniekąd wyborem. Jest też obietnicą, która nigdy nie zostanie spełniona. Treść, która nie odżywia.

  • Emocje niewidoczne

    Co pojawia się w ciele, skąd się to bierze, to wszechogarniające uczucie. Tak przeróżne, tyle kształtów i form. Staje się tak obecne. Jest w nim trochę słów jeśli by podrążyć. Daje się opisać. Daje się pogłębić. Można w nie wchodzić głębiej. Można je wyrażać. Energia, która potrzebuje jakiegoś ujścia, nie może zniknąć. kierunek, ważny jest kierunek w który pójdzie. To co się wydarzyło nie może zostać zapomniane szybciej, niż tak naprawdę zostanie zapomniane. Fale rozchodzące się po tafli wody nie mogą rozejść się ani szybciej ani wolniej. Mogą jedynie zmienić kierunek, odbić się od myśli, które nadają im nowy bieg.

    Złość potrzebuje jakiejś akcji. Jest energią wybuchową. Musi spalać, chce się wznosić. Czuję ją jako ożywiająca, gdy daję jej przestrzeń. Rozchodzi się po całym ciele, przeszywa. Po niej przychodzi głębsza warstwa, jakiś smutek, który nagle dostaje trochę tlenu i sam zaczyna się tlić. Z kolejnym oddechem spokój. Delikatna nuda.

  • Zmęczenie, myślenie

    Czas w którym jestem w przestrzeni wieczoru. Wybieram czy praca, czy marzenia. Na co jest ten czas. Jaki jest poziom motywacji. W głowie różne myśli. Ciało lekko obolałe od siedzenia przed komputerem. Wątpliwości.

    Myślenie ma taką ciekawą właściwość, że można je eksplorować, zatrzymywać się i wchodzić na różne poziomy. Dochodzi do mnie ostatnio jak istotną kwestią jest jakość myślenia. To na ile myśli są spójne, a na ile rozbiegane. Myśli to jakaś forma energii, mają swój pęd. Gdy wzajemnie się znoszą, ta energia się marnuje. Konflikt manifestuje się relatywnym staniem w miejscu, a można by tak po prostu eksplorować życie i jego wszystkie nieskończoności…

    Co mi to daje? Pewną ciekawą perspektywę. W różnych chwilach świat wewnętrzny i zewnętrzny uruchamia przeróżne ścieżki. Tam czasem treści przemycają się mimowolnie. Postanowiłem zacząć je śledzić. Obserwować to co się dzieje, zanim wejdę w jakiś konkretny stan emocjonalny. Zauważyłem, że tam zawsze wydarza się jakiś konkretny ruch myślowy, jakieś ledwo widoczne założenia, osądy, wnioski czy oceny. Nie zawsze są sprzyjające, nie zawsze konstruktywne. A każde z powyższych potrafią modulować to co nastąpi dalej. Taki wpływ. Więc ta obserwacja, taka straż pozwala nieco rozbrajać, a przede wszystkim wyłapywać takie myśli.

    Później dochodzi też mechanizm rozpraszania. Jedna myśl, nagle druga i mamy już zupełnie inny wątek. W tej sytuacji sensowne zdaje się zarzucenie kotwicy na jednym wątku. Później, gdy już udaje się zaobserwować przeskoki, można z pewnego meta poziomu myślenia oceniać, co jest bardziej porządane a co jest rozproszeniem.

  • Powrót do pisania

    Pisanie ma taką cudowną właściwość, której póki co jeszcze w pełni nie odkryłem i pewnie nigdy w pełni jej nie odkryję. Ale mogę ją zgłębić i o to tutaj chodzi o zgłębianie. Fraktale znaczeń, które rysują się wokół każdej myśli. Może bardziej w jej wnętrzach. Rdzeniach. Myśli, które mają znaczenie i myśli bez znaczeń. Niektóre niosą ścisłą i spójną formę. Inne wolne, czy szybkie, niekoniecznie obejmują sobą wiele. Napędzając te swoje myśli, w jaką stronę chciałbym je skierować? W odkrywanie cudu pisma? Odkrywanie go jako narzędzia samo eksploracji? Czy to ma mieć jakąś wartość dla świata? Skoro jestem światem to już ma. Ale czy dla jakiejś zewnętrznej widowni? No tak, są ludzie, którzy mogą tu trafić. Jakby to ująć.. Dystans między jednym a drugim człowiekiem jest czymś realnym. Istnieje. Czym jest jego zmniejszanie? Budowanie mostów. Ale to jest też o drodze, którą pokonujesz by wyjść szerzej niż zwykle. A może lepiej wchodzić głębiej? Zabawne jak każde to słowo budzi do życia pewien ładunek skojarzeń. Wizualnych, czuciowych. Góra, dół, wnętrze zewnętrze. Opisywanie przeżyć za pomocą opisanych wrażeń zmysłowych. Pewne konkretne mapy znaczeniowe. Kod. Inne dla każdego z nas, a jednak w jakimiś stopniu unormowane, by móc spełniać swoją funkcję.

    To można badać, odkrywać. Tutaj można być podróżnikiem, prowadzić ekspedycję w łączniki znaczeń i eksplorować realne krajobrazy, będące efektem wpływu całości na jednostkę. Całość. Jednostka. Jedność. Wielość. Ja. Moje perspektywy. Próby objęcia szerzej. Próby “ponadosobowości”. Chwilowej. Jak ja.

    Być może to będzie zły blog. Złe posty. Niekoniecznie ma to znaczenie, ważne by pisać.

  • “Tak działa mózg. Jak mądrze dbać o jego funkcjonowanie”

    …czyli recenzja książki dr Joanny Wojsiat.

    Tematyka mózgu jako najbardziej intrygującego narządu w naszym ciele co jakiś czas pojawia się w polu moich zainteresowań. Wynika to zwyczajnie z wrodzonej ciekawości życia oraz chęci zrozumienia całej towarzyszącej mu złożoności. Jest tam też pewna częściowo ukryta chęć zwiększenia swoich możliwości poznawczych i rozwinięcia większego potencjału, który przyczyniłby się do pełniejszego czy też szerszego zrealizowania siebie jako jednostki. To takie wewnętrzne pragnienie bycia kimś więcej. Bycia kimś większym. Ambicja. Ciekawe czym dokładnie jest ta ambicja i czym się motywuje? I czy aby nie wynika z jakiegoś kompleksu… Braku. Poczucia bycia niewystarczającym. Brzmi jakby jedno było wpisane w drugie.

    Więc jako, że temat mózgu jest ogromnie ciekawy, postanowiłem przeczytać wydaną nie tak dawno temu książkę dr Joanny Wojsiat. Przykuła moją uwagę dobrym balansem objętości i szczegółowości naukowej treści, przy jednoczesnym zachowaniu względnej przystępności dla kogoś kto naukowcem na codzień nie jest. Z jednej strony potrafi wprowadzić w pewne zagadnienia na tyle głęboko by móc logicznie zrozumieć ich podstawy. Z drugiej, swoim lekkim językiem udaje jej się poprowadzić czytelnika za rękę, dbając o to by przypadkiem nie utonął w morzu naukowych terminów i nazw. No i przede wszystkim dba o to, by każdy mógł zabrać ze sobą coś potencjalnie praktycznego.

    Co zawiera?

    Książka jest dosłownie wypakowana informacjami, dlatego potrzebowałem nieco czasu, żeby przywyknąć do ilości wymienianych faktów, nazw i danych. To dobra oznaka – jest nad czym się zawiesić. Aby lektura była przyjemna, najlepiej jest już mieć jakiś podstawowy zestaw informacji na temat struktury mózgu i mechanizmu działania neuroprzekaźników. Dla mnie osobiście, nie jest to zupełnie nowa dziedzina, choć nadal wiele informacji potrzebuję głębszego zrozumienia lub osadzenia się. Mimo dużej ilości nowości, z czasem, czytało mi się ją coraz lżej i z pewnością udało mi się “połączyć parę nowych kropek”.

    Od zarysu anatomicznej struktury mózgu i układu nerwowego oraz mi.in. stosunkowo niedawno odkrytego systemu glimfatycznego, poprzez rolę neuroprzekaźników i hormonów, aż po odpowiednią dla mózgu dietę, higienę snu oraz niebezpieczeństwa jakie niosą używki.

    Co z niej biorę?

    Zrozumiałem nieco bardziej naturę całkiem popularnych ostatnio w mainstreamie neuroprzekaźników: serotoniny i dopaminy (choć zapewne to i jak dotknięcie ledwie powierzchni, gdyż na ten moment wydaje się, że jest to praktycznie studnią bez dna).

    Dowidziałem się między innymi, że ich cząsteczki nie są w stanie przekraczać bariery krew-mózg i istnieją tak naprawdę dwie osobne pule – mózgowa i pozamózgowa. Serotonina powstaje z tryptofanu i wiąże się w nas z uczuciem zaspokojenia, relaksacji. Aby serotonina mogła powstawać, konieczna jest obecność pewnych kofaktorów takich jak: żelazo, magnez, witaminy B6, B9, B3, C, które towarzyszą poszczególnym etapom jej syntezy. Co ciekawe serotonina jest prekursorem melatoniny, dlatego jej poziom bezpośrednio wpływa na jakość naszego snu.

    GABA to na przykład główny hamulec w orkiestrze neuroprzekaźników. Wycisza pracę neuronów i zapobiega nadmiernej aktywności, która mogłaby być niekorzystna, choćby ze względu na generowany w mitochondriach, jako efekt uboczny produkcji energii, stres oksydacyjny. Nadmiar wolnych rodników jest w stanie niszczyć struktury komórkowe. Aby minimalizować ten stres mamy w organizmie cały wachlarz przeciwutleniaczy, jak choćby witamina C czy E.

    Innym ważnym aspektem jest neurogeneza i neuroplastyczność. Istotną rolę odgrywa tutaj białko BDNF czyli brain-derived neurotrofic factor, który jest związany z przeżywalnością neuronów oraz ich zdolnością do tworzenia nowych połączeń synaptycznych. Szczególnie jeśli chodzi o ośrodkowy układ nerwowy. Powstaje, tak jak serotonina m. in. w strukturach mózgu, nazywanych jądrami szwu, lub Raphe nuclei.

    NGF, czyli neurotrofic growth factor jest odrębnym białkiem neurotroficznym, podobnym do BDNF, lecz działającym raczej w kontekście obwodowego układu nerwowego.

    I tutaj ruch jest czymś co ma ogromny wpływ na syntezę tych białek. Szczególnie regularny.

    W książce jest zdecydowanie o wiele, wiele więcej ciekawych informacji dotyczących konkretnych mechanizmów i biorących w nich udział substancji, które mogą pomóc czytelnikowi zbudować nieco lepsze zrozumienie tego jak działa mózg. To tylko taki teaser.

    Chętnie zanurzę się w nią jeszcze raz by wyekstrahować z niej ciut więcej.

    Po co mi ta wiedza?

    Dobre pytanie. Tak naprawdę – jeszcze nie wiem. Zaspokajam nią na pewno swoją ciekawość. Poznawanie jest bardzo karmiące i daje poczucie pewnej mocy. Mocy pewniejszego oceniania rzeczywistości i informacji, które do mnie trafiają. Mocy, która pozwala mi podejmować lepsze, doinformowane decyzje.

    Spodziewam się, że to nie jest tak, że wszystko co przeczytam zmieni diametralnie moje życie. Ale uważam, że łączna suma wielu drobnych szczątkowych informacji stopniowo buduje coś większego, co poprzez akumulację, powtarzanie oraz sukcesywną integrację zmienia moją świadomość i ma realny wpływ na formę, którą przyjmuję w tym życiu. Jest to pewna inwestycja, która daje dużo satysfakcji po drodze i przekłada się również na trening zdolności poznawczych i dawanie mojemu mózgowi wyzwań.

    Myślę, że istnieją jeszcze inne pobudki i motywacje, które mnie tam prowadzą, których prawdopodobnie nawet jeszcze w pełni sobie nie uświadomiłem – pozostawiam je do odkrycia.

    Tak jak i całą wiedzę, której jeszcze nie poznałem, a która czeka na moje objęcie i interpretacje. Bez względu na to, ile jej tam czeka i ile jest mi pisane ujrzeć.

  • Rośliny

    Rosną, zielone. Wspierają lub są kompletnie obojętne dla nas. Widzę je, odczuwam moim zmysłem wzroku. Czuję pod palcami ich fakturę. Delikatnie też ich zapach.

    Każdy rodzaj, gatunek ma swoje unikalne jakości, z których część możemy w jakiś sposób odbierać swoją percepcją. Są i zawsze były w świecie w którym jesteśmy. Towarzyszą nam jako inne pozazwierzęce formy życia. Bez nich właściwie ciężko byłoby nam istnieć, gdyż na drodze wielu różnych szlaków przemiany materii nieożywionej, aby ta była dla nas przyswajalna, zawsze w którymś momencie pojawiają się rośliny. I jest tutaj jeszcze jeden ważny element bez, którego niewiele by się wydarzyło – słońce.

    Słońce, ognista kula materii, która świeci światłem w pełnym spektrum i przesyła nam fale energii elektromagnetycznej. Ta energia jest kluczowa w przemianie prostych cząsteczek w te bardziej zorganizowane organiczne formy.