• Myśli

    Pojawiają się i znikają. Niektóre są wyraźne, inne ledwo przechodzą próg świadomości. Moje myśli. Inne niż czyjekolwiek.

    Myśli. To na razie tylko słowo, pewne umowne pojęcie obejmujące w swoim znaczeniu jakieś bliżej nieokreślone wrażenia, które pojawiają się w umyśle. A umysł? Dom myśli. Miejsce, przestrzeń, w której to myśli się pojawiają. Również płótno na którym są oglądane. Myśli mają barwy. A zabarwiają je emocje i uczucia.

    Myśli. Są czym są. Ale czym są? To twory okalające świadomość. Nieustanne dopowiadanie historii czystego bycia. Ekskluzywna i osobista narracja rzeczywistości. Wewnętrzna ekspresja istoty. Sposób przeżywania chwil przez ożywioną i wysoce reaktywną formę materii. Taniec tożsamości.

    Myśli. Chwilowe. Czasowe. Samoistne. Jednak mają swoją inercję. Zajmują pewną abstrakcyjnie rozumianą przestrzeń. Być może same ją tworzą. Na pewno są relacyjne i to w tej topografii wzajemnych relacji zapisany jest ich wydźwięk.

    Myśli. Ciągi wrażeń. Składają się na pozór ze słów. Ale słowa zdają się być tylko potencjalnym produktem końcowym myślenia. Słowo jest tylko pewnym specyficznym wrażeniem asocjującym ciąg dźwięków lub znaków z konkretnym wyabstrahowanym konglomeratem wrażeniowym. To co dzieje się na niższym poziomie wcale nie musi dotyczyć słowa w formie jaką znamy. To trochę tak jak to co obserwujemy w świecie fizycznym. Wszystkie formy widzialne wynikają z niskopoziomowych zależności molekularnych, które nie są widoczne z pułapu, w którym poruszamy się na codzień. A jednak kształtują one to co możemy oglądać gołym okiem. Myśli mogą na powierzchni być zawarte w słowach, tym naszym codziennym pułapie. A poniżej leży wiele zależności, które mogą zdawać się nie wynikać bezpośrednio z samych słów.

  • Kolejny krok

    O czym chciałbym napisać? O czym chciałbym powiedzieć? Co wyraża się we mnie i chce zostać opowiedziane? Zacznę od tego aby dać temu szansę i w swojej fizycznej warstwie znaleźć się w miejscu i czasie gdzie palce dotykają klawiatury i stopniowo wytwarza się rytm.

    Rytm, coś ważnego w życiu. Może być stały, monotonny. Precyzyjny, dokładny. Dynamiczny, powolny. Miarowy, taneczny. Rytm definiuje sposób przeżywania chwil. Jest o pewnej powtarzalności, cykliczności bycia, które jednocześnie będąc ciągłym “pływem” poddaje się fluktuacjom. Tak właśnie, w chaosie nieprzewidywalnych zjawisk, każda powtarzalność staje się rytmem – tak długo jak tylko utrzymuje się kształt i kształtem określona forma. Pojawia się jakaś relacja z czasem. Jakaś częstotliwość. Zmiana nie jest w stanie być zawsze inna od tego co było wcześniej i w końcu następuje powtórzenie. Analogia. Powrót, przejście przez miejsce, w którym się już kiedyś było. Ale samo znalezienie się w miejscu to jeszcze nic. Ważny jest kontekst. Tempo zmian. I tutaj rysuje się stabilność. Nie absolutna, ale czasowa stabilizacja. Może chodzić o wzmocnienie zjawiska następującego po innym zjawisku. A znaczenie ma na pewno konkretna faza.

    Pośród wielu mediów, które składają się na nasze istnienie, sposobów i kanałów, w których w tej rzeczywistości rozchodzi się energia, każdy istniejący kształt definiuje sobą sposób interakcji z tym co się wydarza, z formą energii, która się pojawia. A energia przyjmuje różne formy i w jej przekazywaniu występuje pewna ciągłość zdarzeń. Rytm, który odczuwamy, oddziałuje ponieważ coś w nas jest w stanie dostroić się do jego powtarzalności i wychwycić ją – zachwycić się pewną dozą regularności i bawić się z jej celowym przełamywaniem. To co przekazuje się dalej rozszerza się, ale też rozmywa, a to co zostaje, wzmacnia się, zagęszcza. Energia jest zawsze w ruchu. Znaczenie ma na pewno jej kondensacja i tor tego ruchu, jego długość i cykl.

    Chciałoby się powiedzieć, że każda doza energii prędzej czy później wróci w to samo miejsce, zatoczy koło, ale koncepcja tego samego miejsca nie ma już za bardzo sensu, tak jak i określenie “doza energii”, skoro wszystko jest w ciągłym ruchu. Energia jest chwilowym wynikiem ułożenia świata, a w danym miejscu i czasie nie można jej w zupełności uchwycić, wyekstrahować, ani nawet rozpatrywać poza jej aktualnym kontekstem. Ale jednak rządzi się jakimiś prawami czy analogiami i podąża określonymi ścieżkami. Fizyka. Jednak jest relatywna. 1+1 daje 2, a coś co jest 2 razy większe możemy już jakoś porównywać z otoczeniem, skwantyfikować i opisywać za pomocą matematyki formułując wnioski. Tak więc jest tu jakaś stałość. Układy w pewnym sensie zachowują się stabilnie i przewidywalnie, a przynajmniej tak chcemy o nich myśleć w teorii.

    Ciekawy jest też aspekt wielu różnych jednoczesnych zmian, z których każda wydarzę się z inną prędkością. Ale z racji, że wszystko dzieje się jakoby w jednym naczyniu, wszystko to wpływa na siebie. Oczywiście w różnym stopniu, ale wytwarzają się rytmy i echa. To co się wzmacnia istnieje wyraźniej, to co się tłumi, gaśnie. Czasem jest, a czasem nie jest. Ważna jest tu współzależność i kontekst.

    Każda obecna fala wzbudziła się kiedyś z przestrzeni, aż w końcu kiedyś wygaśnie rozdając zupełności swą energię, by zasilić kolektywną masę.

  • Cześć

    Już jakiś czas nosiłem się z zamiarem stworzenia sobie przestrzeni, w której mogę dać poprowadzić się słowom. Przyzwolić sobie na pewną dozę ekspresji, która inaczej mogła by nie mieć miejsca.

    Ten blog, Bielnocy, rodzi się dziś, a raczej tej nocy z potrzeby konkretnej zmiany w moim życiu. Z potrzeby wejścia głębiej w to co istnienie ma do zaoferowania. Z potrzeby bieżącego formowania swoich myśli w słowa. Niech obrastają w znaczenie – bo te bez nich nie zostałoby ani wyrażone, ani zauważone.

    Nie mam żadnych wielkich oczekiwań co do tego co tu powstanie. Niech będzie to niespodzianką – dla mnie jak i dla potencjalnego czytelnika, Ciebie.

    Chciałbym przede wszystkim aby te wpisy były autentyczną treścią płynącą z samego sedna mojego bytu i opierały się na najważniejszym według mnie fundamencie istnienia – prawdzie. Chciałbym, aby powstały z miejsca wolności i lekkości. Z serca.

    Postanowiłem więc zacząć w dość ciemnym miejscu sieci, ponieważ traktuję to jako luźny eksperyment, zabawę. Być może z czasem to miejsce stanie się nieco bardziej doświetlone, nieco bardziej poważne, przyziemne.. ale teraz najważniejsze jest dla mnie to, aby czuć się tu na tyle swobodnie, żeby dać moje ekspresji dojrzeć. Chodzi o kreację, konstruowanie.

    Stąd też o ile to osiągalne, dla własnego komfortu, na ten moment pozostanę anonimowy.